Podobnie jak
Raymond nie bardzo umiem działać pod przymusem, muszę sama widzieć cel swoich działań i wiedzieć, że jego osiągnięcie coś mi przyniesie/da mi satysfakcję.
Działam lepiej, gdy mam widmo przyjemności jaką osiągnę po fakcie. Bardzo dobrze mi się uczyło kiedy wiedziałam że będę miała z tego stypendium i wyjazd. Lepiej działam gdy mam przed sobą wizję końca pracy. Zajęcia które ciągną się w nieskończoność (oprócz szerokopojętego doskonalenia siebie;P) to nie dla mnie. Lubię stawiać kropki, zamykać foldery, lubię mieć przerwę między wykonaniem jednego zadania aa rozpoczęciem kolejnego.
Dobrze mi się również pracuje gdy jestem w sytuacji "utrzymania pozycji". Jeśli już będę w czymś pierwsza/najlepsza to bardzo zależy mi na tym żeby tą pozycję utrzymać. Z drugiej strony nie ścigam się z innymi o to "pierwsze miejsce" ( czasem metaforycznie). Rywalizacja mnie zupełnie odstrasza i wielokrotnie porzuciłam coś gdy okazało się, że musiałabym mierzyć się z innymi. Sytuacja się zmienia dopiero właśnie wtedy gdy już cel osiągnęłam (jakoś, bez analizowania tego co było po drodze) i muszę obronić to co "moje"

Tu też działa kwestia komplementów. Muszę na nie zasłużyć, a gdy już je dostanę chcę słyszeć ich więcej. Czymś strasznym jest dla mnie najpierw usłyszeć że jestem w czymś super a później, że dałam się wyprzedzić, spadłam z jakiegoś poziomu etc.
Jeśli chodzi o zadania które sobie sama przed sobą stawiam to właśnie tu zależy mi bardzo na własnym zadowoleniu. Jeśli mnie najbardziej zadowoli upieczenie najpiękniejszych ciasteczek- to będę nad nimi siedzieć do usranej śmierci. Tymczasem jeśli nie widzę przyjemności w pisaniu pracy magisterskiej to zmuszenie mnie do tego jest baaaaaardzo ciężkie.
Pod presją czasu działam nierówno. Czasem bardzo dobrze to na mnie działa, ale czasem reaguje bardzo nerwowo. Co jednak zawsze kończy się ukończeniem zadania, ale nie daje mi to radości. Choć tak, w sumie lepiej pracuje mi się gdy mam topór nad głową. Za dużo luzu zawsze doprowadzi do tego ze go wykorzystam w zły sposób

.
Jestem też bardzo zadaniowa - gdy ktoś mnie o coś poprosi, ktoś zleci mi zadanie. Chyba nie zdarzyło mi się nigdy nawalić. Choćbym się miała na potrzeby jednego zadania musiała nauczyć chińskiego- zrobię to.
(akurat z chińskim nie mam doświadczenia ale z tureckim już tak

)
Lubię kombinować gdy chodzi o zorganizowanie czegoś, załatwienie czegoś, wyszukanie; będę siedziała nad tym długo, aż nie znajdę. Nie mówię, że z uśmiechem na ustach i będę zachwycona cały czas, każdy ma momenty kryzysu, ale koniec końców dam radę- bo tak! Uwielbiam efekt "tadaaaaam! a mówiłeś/aś, że nie dam rady!" albo cokolwiek co sprowadza się do opuszczonej szczęki osoby od której wypływało zadanie. To tylko nie działa z wykładowcami akademickimi:P Ale z resztą ludzkości jak najbardziej.