przez martuśka. » 21 Wrz 2009, 22:28
W moim życiu trzy bliskie mi osoby zmarły... Najpierw mój tata, w wypadku, tuż przy domu, poraził go prąd... to było 10 lat temu więc nie bardzo wiedziałam co się wtedy działo, jakoś wszystko przeszło obok mnie, chyba wtedy łatwiej było mi się z tym pogodzić ale nadal nie potrafię o tym mówić otwarcie, opowiadać o tym co i jak... ale przez to nienawidzę dnia dziecka bo to było tego dnia...
Potem ciocia - najwspanialsza kobieta jaką znałam, rak pokonał ją w kilka miesięcy...
Następnie babcia - złota kobieta, miała wylew... nikt nawet nie wiedział, dopiero ciocia poznała objawy bo jej mama też tak umarła... Trwało to wszystko nie cały tydzień...
Ze znajomych nikt na szczęście nie odszedł. Choć pamiętam, że gdy w gimnazjum zginęła dziewczyna w wypadku, choć znałam ją tylko z widzenia, to płakałam jak bóbr na pogrzebie... zawsze płaczę...
Po Janie Pawle nadal jakoś nie mogę sie pozbierać, gdy słyszę Barkę to łzy same staja mi w oczach... mówić jakoś też o tym nie mogę...
A w takich chwilach najlepsze jest milczenie... nie pomagają żadne słowa bo nie istnieją takie, które pomogą...
Tylko ktoś naprawdę odważny jest w stanie dociekać prawdy o sobie, zmierzyć się ze swoimi słabościami, zmienić utrwalone nawyki. Czy warto? Trzeba odwagi, by nie stchórzyć przed życiem. Ale nie ma innego sposobu, jeśli chcemy stać się jego bohaterami.