Miałam przyjemność (nie wiem, czy to dobre słowo) poznać paru przedstawicieli tejże subkultury (to w ogóle można nazwać w ten sposób?). Jeden z kolegów z mojej byłej klasy również przemianował się na hipstera. A szkoda.. taki miły i całkiem przystojny był z niego chłopak. Tymczasem wygląda, jakby nie kąpał się miesiąc, nie golił co najmniej pół roku i nie wiedział, co to żelazko, czy też pralka.
Hipster, hipster... gdy słyszę słowo "hipster" na myśl przychodzi mi człowiek, który za cel obrał sobie wyróżnianie się z tłumu za wszelką cenę. Nieważne, czy konsekwencją tychże poczynań miałoby być na przykład obrzucanie jajkami przez przechodniów - hipster i tak uznałby to za oryginalne. Bo dla niego to, co normalne dla większości, jest po prostu, jak to zwykł mówić "mainstreamowe". I tak oto mainstreamowym stało się noszenie bielizny pod ubraniami... hipster, aby się wyróżnić, nosi majtki na spodniach, bo tak jest arcy oryginalnie. Mainstreamowym jest również kupowanie ciuchów w firmowych sklepach, pranie ich, czy też prasowanie - hipster ubiera się, jak żul z ulicy (nie obrażając gustu żuli rzecz jasna), nosi podarte spodnie, brudne buty, powyciągane swetry i modne w latach 70. okulary z grubymi szkłami - bo tak jest oryginalnie.
Zwykły śmiertelnik słucha zbyt mainstreamowej muzyki. Hipster natomiast wielbi zespoły, których nazwy zawierają krzyżyki, dziwne nazwy, !@#$%^, itd. - nieważne - byleby różniły się od nazw zespołów słuchanych przez innych. Do tego wszechogarniający kult trójkąta
myślnik napisał:▲
(jakieś nawiązanie do męskiej toalety, wtf?) i krzyża przedstawianego do góry nogami (tego też dokładnie nie rozumiem).
I właściwie nie mam nic przeciwko. Zawsze buzia uśmiechała mi się na widok kogoś, kto wygląda zupełnie inaczej, niż reszta tłumu. Ale nie przesadzajmy.. Rozumiem - czuć potrzebę wyróżniania się, mieć oryginalne zainteresowania, itd., jednak uważanie wszystkiego wokół za bezwartościowe i, jak oni to zwykli mówić, mainstreamowe - zaczyna się robić po prostu śmieszne. Oryginalność - tak. Ale nie za wszelką cenę. Zaczynam się obawiać, co też kolejne pokolenie wymyśli za 10, czy 20 lat.. Myślałam, że po "emo" już nic mnie nie zaskoczy. Ale chyba muszę się przygotować na kolejną niespodziankę.
.