Odnośnie nowego albumu, cóż myślałem, zresztą tak jak wszyscy że będzie to wielki niewypał. Widocznie myliliśmy się. Płyta nie jest zła, chociaż jak na tworzoną przez 17lat może powodować niedosyt…
Niektóre wycieki z 2006r. podobały mi się bardziej od ostatecznych wersji (np. Catcher In The Rye i The blues), ale może to po prostu kwestia przyzwyczajenia.
„I.R.S.” brzmi jakby z Appetite’a co jest jak najbardziej na plus.
Kompletnie spartaczony jest „Madagascar”, Axl brzmi tam jak pijany emeryt. Tak jest jak próbuje się ulepszyć singiel na siłę.
Kolejną piosenką na minus jest „This I love”. To chyba miała być jakaś powtórka z wykonania „November Rain” na fortepian i gitarę podczas ostatniego koncertu oryginalnych Gunsów. Cóż, nie udało się, jednak solówka jest dość przyjemna.
Podoba mi się „Scraped”, fajna do posłuchania, dobre riffy, Axl tam jeszcze jakoś brzmi.
„Shackler's Revenge”, bardzo mocne brzmienie gitar i to jest fajne. Znowu - jakby AFD.
Z takich przyjemniejszych jest jeszcze „Better”, to był chyba pierwszy singiel jaki słyszałem z nowych Gunów, i nie mogłem się do niego przekonać. Z czasem jednak mi się spodobał i dość często go słucham.
W nowej płycie podoba mi się wplatanie sekcji smyczkowych, zwykle rockowy zespół źle na tym wychodzi, ale tutaj się to akurat udało, szczególnie w „There was a time” i „Prostitute”.
I oczywiście zostaje tytułowy singiel „Chinese Democracy”. Powiem krótko – fajny. Nie wiem czemu, ale kojarzy mi się z „Welcome to The Jungle”, choć wiem że nie są podobne..
Ogólnie, album ciekawy, przyjemnie się słucha, momentami trochę jakby AFD, trochę Use Your Illusion, jednak czas robi swoje. Axl nie brzmi już tak jak kiedyś, nie ma brzmienia Gibsona Slasha, jednak to co jest, jest dobre.
a tak na marginesie - fajna okładka^^
