Żadnej wielkiej różnicy nie poczułam z wybiciem północy.
Pamiętam tylko, że rano w dniu moich urodzin tata powitał mnie w kuchni z uśmiechem
- No, to od dziś mogą Cię aresztować i nic mi do tego.
Sama osiemnastka niczego nie zmienia.
Fajniejsze jest wkładanie do portfela kolejnych plastików - dowodu, prawa jazdy (wymarzona wolność), kart kredytowych
A takim najwyraźniejszym (i najbardziej bolesnym i najprzyjemniejszym) przeskokiem w może nie dorosłe ale samodzielne życie są studia, pierwsza praca i (najczęściej) związane z tym wyprowadzenie się z domu...
Poza tym ta pełnoletność daje taką świadomość... może nie samodzielności, ale udowodnia jakieś prawo do intymności, własnego życia, dysponowania własnym ciałem, czasem, możliwościami.
A z rodzicami wiadomo jak jest - dla nich będziemy dziećmi nawet w wieku emerytalnym
