Claudynka napisał:Nie miałam, nie zamierzam mieć, i NIE CHCĘ mieć do czynienia z jakimikolwiek dopalaczami.
Grzeczna dziewczynka
Claudynka napisał:Jedynie przed maturą i sesjami na studiach piłam plusza, lecz nie zaliczyłabym go do grona dopalaczy.
Nie dość że grzeczna, to i rozgarnięta

Claudynka napisał:Moja koleżanka przed maturą brała extasy, niby miało jej pomóc w nauce. Niby, ponieważ miała amnestię.
"Amnestię"? W sensie nie musiała pisać matury? Czy może zgłosili się do niej z Amnesty International bo była więziona przez złą bibliotekarkę?
Pisze się a m n e z j ę. To raz.
Dwa - jak się schlejesz w trupa, to też masz amnezję(przez pierwsze 10 min poranka po) i te straszne dziury w pamięci.
Trzy - ja nie wiem kto was o narkotykach uczył, ale w nauce to może pomóc amfa (poprawić wydajność pracy i zlikwidować senność, a właściwie potrzebę snu, na jakieś 2 doby). Extasy jest narkotykiem imprezowym, dobrym do klubu, na dyskotekę - ale nie do nauki.
A co do tematu - dobrzy ludzie, czy w kraju nad Wisłą naprawdę nie ma już NORMALNYCH dilerów z NORMALNYMI narkotykami? No do jasnej cholery - co chwila słyszy się o acodinach, tusipectach czy innych tabletkach na kaszel łykanych garściami albo o samych dopalaczach. Nrakotyki przynajmniej są przetestowane, trochę ludzi już je brało więc można wiedzieć czego się spodziewać i jakie są skutki uboczne.
Ale nie - lepiej żeby na mieście powiedzieli że "eksperymentujesz" niż żeby rozeszło się że "ćpasz". Wpierdalasz acodin na kilogramy - spoko. Kupisz sobie coś w dopalaczach - nie ma problemu. Jeszcze na tego jointa przymkniemy oko. Ale spróbuj walnąć sobie od czasu do czasu ścieżkę, extasy, LSD - ćpun. Nie ważne, że to kontrolujesz. Nie ważne, że nie wyrządziło ci to żadnej krzywdy. Nie ważne, że ty nikomu nic nie zrobiłeś. Możesz dalej wieść swoje życie i osiągać sukcesy, ale w oczach "krynic i źródeł moralnej mądrości" będziesz ćpunem. A najchętniej powiedzą ci o tym najebani w trzy dupy.
Mówiąc krócej - "ćpać" normalnie, bracia i siostry.
Bo świat, moi panowie i moje panie, to tragikomedia. Rzecz w tym, żeby głośniej i więcej śmiać się z komedii, niż płakać nad tragedią.