przez mystery » 06 Lis 2011, 14:09
Lubię ludzi szczęśliwych, spełnionych. Lubię gdy ktoś promienieje dobrą energią. Sukces (na jakimkolwiek polu) to coś co ładuje życiowe bateryjki, sprawia, że człowiek jest silniejszy. Obcowanie z kimś kto zraża swoją wiłą to coś co mnie samą nakręca.
To taki rodzaj pozytywnej motywacji- ja też chcę być taka szczęśliwa i działam tak, żeby to osiągnąć, a nie obrażam się na los.
Jest dla mnie niezrozumiałe jak komuś może przeszkadzać np. zakochana para w parku. Jezusiczku, jak ja uwielbiam widzieć szczęśliwych ludzi. Obcych, rodzinę, przyjaciół- bez wyjątku. Moja sytuacja to coś zupełnie oddzielnego. Nie przeszkadza mi, gdy ktoś coś zdobywa, czymś się cieszy.
Przeszkadza mi jedynie przechwalanie się.
Jest gdzieś cienka granica, której nie umiem wskazać, między szczerą radością a wyniosłością.
Jest cienka granica między roznoszącą energią a samolubną potrzebą bycia w centrum uwagi.
Trudno to określić, ja mam i tak chyba dość sporą tolerancję, wolę zakładać dobre intencje. Ale zdarzyło się nie raz nie dwa, że ludzi z którymi mam marny kontakt odzywali się wyłącznie po to żeby mi oznajmić o swoim sukcesie (och, gratuluje, super!) po czym znikali natychmiast po tym gdy wypluli z siebie szereg zdań zaczynających się od "JA".
Nie przepadam też za sytuacjami gdy ktoś zdobywa coś czyimś kosztem. To znaczy mam świadomość, że takie jest życie- że zawsze ktoś prze do przodu a inni samoistnie zostają w tyle. Ale działania z premedytacją, jakieś podstępy, podkładanie świni- to sprawy których nie akceptuję.
Sama cieszyłabym się ze swojego sukcesu mnie gdybym nie zdobyła go własną pracą tylko czyimś kosztem, uważałabym to za mniej wartościowe.
Z drugiej strony równie bardziej nie trawię ludzi tworzących spiskowe teorie dziejów. Ze ktoś jest złodziejem- bo ma pieniądze, że pracę dostał bo lizodup etc. Ja doceniam ludzi, którzy potrafią kombinować- nie zadowalają się minimum, pracują ciężko na swój sukces, mnożą swój kapitał (uczicwie). Daleka jestem od tego, żeby uważać, że wszyscy powinni mieć równo, a kto się wychyla jest krętaczem. Lubię ludzi, którzy walczą o swoją pozycję- i widzę dużą różnicę między np. dobrym nastawieniem, dyplomacją, energią, którą inni lubią a lizodupstwem czy przymilaniem się. Spiskowcy i malkontenci nie usłyszą ode mnie potwierdzenia swoich teorii, dopóki nie będzie ewidentne, że ich podejrzenia są prawdziwe. Najlepiej siedzieć na dupie i nic nie robić a potem narzekać. No nienawidzę, aż mnie sama myśl wkurza.
wanderlust queen
svaku svoju grešku znam