Witamy na M-Forum.

Jesteśmy internetową społecznością, która zrzesza tysiące młodych ludzi. Jesteś nastolatkiem, szukasz porady, a może chcesz jej udzielić innym? Poznaj nowych przyjaciół i bądź z nimi w stałym kontakcie. Załóż konto i wyraź siebie na naszym forum, na którym użytkownicy napisali już 1234395 postów.

Śmieszne obrazki

Zobacz nieprzeczytane posty

Coś razem i coś osobno.

Jeśli tworzysz coś i chcesz zaprezentować swoje prace innym, poprosić o radę albo podzielić się doświadczeniem w dziedzinie sztuki, to jest to miejsce w sam raz dla Ciebie. W dziale tym umieszczamy wiersze, rysunki, rzeźby, nagrania muzyczne oraz inne dzieła.

Coś razem i coś osobno.

Nieprzeczytany postprzez Liszka » 09 Paź 2009, 09:56

Zaczęłam pisać coś, co mozna brać jako całość, ale i jako osobne teksty. Prosiłabym o opinie, czy warto to ciągnąć, co poprawić, co zmienić. Na tę chwile mam dwa opowiadania, nie wiem czy jest pisania czegoś dalej czy poprzestać na takkich dwu-trzy odcinkowych fragmentach. Soł let's goł:

Szlafrok miała. Zielony.
Tak naprawdę to stała po środku zbyt szerokiej ulicy. Kłamstwem byłoby mówienie, że jest ona bezbronna i ciśnie się w wąskich uliczkach uciekając przed wzrokiem ludzi. Nie, to by nie była ona. Na pierwszy rzut oka sprawiała wrażenie odrobinę zagubionej, ale czy zagubiona osoba z taką pewnością w sobie patrzyłaby w niewidzialny punkt zawieszony między odległym o jakieś dwadzieścia metrów chodnikiem, a budynkiem obok. Zapewne wielu z was sądzi teraz, że jest szalona. No bo co innego można sądzić o dwudziestoletniej kobiecie stojącej na ulicy w szlafroku. Mężczyźni pewnie zastanawiają się teraz co ma pod spodem, a kobiety, dlaczego wybrała tak tandetny odcień zieleni. Lubiła zieleń i nie była szalona. Była zwolenniczka wolnego słowa, ubioru, wyznania, czegokolwiek co akurat z wolnością się jej w danej chwili kojarzyło. Dziś postanowiła uwolnić swój rozbiegały wzrok. Postanowiła to zrobić rano, a rano, jak wiadomo, nosimy szlafrok. My, kobiety, mężczyźni z reguły nie używają tej części garderoby. Wisi u nich w szafie, zakupiona przez żonę pięć lat temu, rozpakowana dla świętego spokoju, nawet nie przymierzona. Ona akurat miała zielony szlafrok, miękki, przyjemnie otulający ciało, wiec dlaczego miałaby w nim nie wyjść na ulicę by uwolnić swój wzrok? A wiadomo, że by cokolwiek uwolnić trzeba wyjść na duża przestrzeń. Akurat takową znalazła, niedaleko, wystarczyło tylko wyjść z domu, zapomnieć zamknąć drzwi, po schodach zbiec na dół, przesunąć ciężkie, metalowe wrota i wyjść. Czy Was widzi, pytacie. Otóż, widzi, ale nie zauważa, a to różnica, prawda?Można widzieć, że młody chłopak wyrywa torebkę starszej pani okładając ją czymś twardym, ale nie trzeba tego zauważać, bo po co nam kłopoty, czyż nie? Więc ona, nasza kobieta w zielonym szlafroku właśnie uwalnia swój wzrok, właściwie to już go wypuściła, dlatego wydaje się nam wszystkim, że patrzy tępo w przestrzeń, albo jakiś niewidzialny punkt. Nie, nie patrzy, jej wzrok biega niczym rozhasana sarenka na łące, a ona czeka, czeka na niego, by móc wrócić do domu, wypić kawę, zjeść zimnego już tosta, zapalić trzy papierosy. Jednym z nich zapewne znów nie trafi do popielniczki, ale to nic, nie przeszkadza jej to, lubi czuć koło lewej nogi małego stolika wypalone do połowy pety. Sprawia jej to nieopisaną radość, kiedy tak gołą stopą wgniata tytoń w miękki dywan. Pytacie, ile tu stoi? Na tej ulicy? Ona nie liczy czasu, nie ma zegara, czas nie spełnia w jej życiu żadnej roli, nawet gdyby przestał płynąć ona nie zauważyłaby zapewne, my tak, ona nie. Dziwna, myślicie. Nie, inna, a inny nie jest człowiekiem dziwnym, jest innym i tego się trzymajmy. Jest inna, ma zielony szlafrok i stoi na środku ulicy wypuszczając wzrok. Jedni mają psa, z którym klnąc pod nosem wychodzą, gdy pada deszcz, ona ma wzrok, który zapragnął dziś pobuszować w świetle porannych świateł samochodów. Jest inna, ma szlafrok w tandetnym zielonym odcieniu i śpiewa czasem, gdy kroi chleb. Nigdy nie śpiewa, tylko, gdy kroi chleb, fałszuje przy tym okropnie, ale nóż i chleb chyba to lubią, nigdy nie uciekły, więc lubią. Tak, tak. Zastanawiacie się, czy jest samotna, no tak, ma tylko mieszkanie, z miękkim dywanem, nóż, zielony szlafrok, drzwi, stół, popielniczkę, papierosy i wzrok. To wiele, czułaby się samotna, gdyby nie miała okna w swoim mieszkaniu, przez okno patrzy, gdy wypala papierosa o godzinie piętnaście po czwartej popołudniu, wtedy szlafrok wisi niedbale na krześle, ale to nie jest istotne. Ona pali i patrzy przez okno i liczy wirujące w świetle drobinki kurzu. próbowaliście kiedyś je policzyć? Szalenie trudne. Ona policzyła, dwa razy, siedziała na podłodze po turecku i liczyła drobinki kurzu unoszące się nad nią w małej, oświetlonej kłębie. policzyła, zanotowała i schowała do dolnej szuflady w tej szafce przy barku. Cicho! Wzrok wrócił, a ona idzie wypić kawę, zjeść zimnego tosta i wypalić trzy papierosy, z czego ten ostatni trafi na dywan.

A on nos. Stłuczony.
Pchnął drzwi z takim impetem, że odbiły się od ściany i z jeszcze większą prędkością zatrzymały się na jego nosie. Zaklął głośno i tym razem otworzył je delikatniej prawą ręka, a lewą trzymając się za obolałą twarz. Ona siedziała na tym samym fotelu, na którym ostatnio widział ją wczoraj, w tej samej pozycji, wydawać się może, że z tym samym papierosem, nie odpalonym, trzymanym pomiędzy palcem środkowym, a wskazującym, a kciukiem kręciła wokół filtra. Ciekawy obrazek. Stojący w drzwiach facet, ciężko dyszący z bólu twarzy, na której zatrzymały się odbite od ściany drzwi, a w dużym salonie siedzi kobieta na fotelu, przez którego poręcz przewieszony niedbale jest miękki zielony szlafrok. Mężczyzna odsunął rękę od twarzy i upewnił się czy nie zagościła na niej krew. Całe szczęście nie, pozwoliło mu to zaoszczędzić wiele czasu. W przeciwnym razie musiałby iść do łazienki, spłukać krew z ręki, by ta, jasnym strumieniem, wraz z wodą popłynęła nie wiadomo gdzie, nie wiadomo jak brudnymi rurami, no i po co zanieczyszczać dodatkowo swoją krew? W końcu spojrzała na niego, nie dość, że na niego patrzyła to jeszcze zauważyła. Uśmiechnęła się uśmiechem nie mówiącym nic kompletnie. Znacie taki uśmiech, prawda? Z jednej strony wydaje się Wam, ze jest to strasznie kpiący, irytujący Was uśmiech, a z drugiej odczuwacie dziką satysfakcję, że go widzicie. On dodatkowo okropnie się wściekł, to mu utrudniało sprawę. Nienawidził, gdy uśmiechała się tak jak dziś, uwielbiał, kochał ten uśmiech, a przyszedł, a wrócił tu w zupełnie innym celu niż porwanie ją do jej małej sypialni z przesadnie dużym łóżkiem z miękkim materacem. Po drodze zrzuciłby z niej zielony szlafrok. Ale tym razem nie miała na sobie zielonego szlafroka, ten wisiał na oparciu fotela. Niedbale. Miała na sobie białą sukienkę, tę, w której ją poznał kilka lat temu. Oboje pamiętają ten dzień, tylko każde inaczej. On pamięta zjawiskową sukienkę odbijającą się w jeziorze, nad którym stała. Ona pamięta jego dwudniowy zarost. Dziś on miał ten sam zarost, a ona tę samą sukienkę. Nie, nie byli szczęśliwym związkiem, ale właśnie na tym nieszczęściu to wszystko się opierało. Oboje byli sobą zmęczeni. Ona nienawidziła jego postrzegania światem okiem fotografa, którym nie był swoją drogą, miał oczywiście najdroższy sprzęt, ale nigdy z niego nie korzystał, wolał patrzeć i mówić jakie zdjęcie by zrobił. Może tak naprawdę potrafił tylko dobrze mówić o zdjęciach, a wykonanie chociaż jednego z nich skończyłoby się totalnym niewypałem, rozmazanym idealnym światem. On zarzucał jej brak zegarka, brak racjonalnego myślenia, brak zauważania czegokolwiek, nie lubił, gdy widziała, lecz nie zauważała. oboje się nienawidzili i właśnie dlatego tak długo przy sobie trwali. Jak długo, pytacie? Ona odpowie, że długo, że za długo i dłużej niż potrzeba, no tak. Zegarka na swej ręce nie posiada, a w mieszkaniu głosu odmierzających czas wskazówek też nie usłyszymy. On powie, dwa miliony tych zaplanowanych zdjęć temu. Długo. Jeszcze raz potarł bolący nos, jakby to coś miało pomóc, ułatwić rozmowę. Ta biała sukienka, to światło z okna, gdyby tak przesunąć ten fotel delikatnie w lewo, gdyby w końcu odpaliła papierosa i trzymając go tak samo, lekko zbliżyła go do ust i jeszcze głowę, żeby odwróciła lekko w prawo. tak zdjęcie byłoby idealne. Dwa miliony i jeszcze jedno, a on ciągle przy niej. Oboje skazani na siebie i oboje wcale nie chcący tego. Wykrztusił coś lekko, udała, że nie słyszy. A w świetle zachodzącego słońca tańczyły drobinki kurzu łącząc się w pary przy starej melodii. Może tych dwoje było właśnie starą fotografią zrobioną kiedyś w przelocie, lekko rozmazaną, gdyż robioną niesprawną ręką fotografa. Spojrzała na niego jeszcze raz, głębiej, a na jej ustach znów pojawił się uśmiech. Ten sam uśmiech.
- Nie kocham cię.- powiedział on rozcierając sobie nos. Właściwie to po co go tarł, w czym to miało pomóc? Okropny widok.
- Ja ciebie też.- odpowiedziała z tym samym uśmiechem. Irytujące, prawda? Ja bym zalała się łzami, Wy też? Nie? Dlaczego, przecież po czymś takim człowiek może się załamać, rozsypać, rozpaść i nigdy nie pozbierać, nie poskładać. To tak jak ze starą fotografią, podarta i sklejona traci swą magię i urok. On na nią patrzył pocierając nos, a ona się uśmiechała. Wyszedł i zatrzasnął drzwi. Drobinki kurzu pouciekały jak małe dzieci czymś spłoszone. Bal czas zakończyć. Muzyka ucichła. Została sama w białej sukience na fotelu. odpaliła papierosa. A on gdzieś daleko nadal pocierał swój nos. Jakby to miało w czymś pomóc. Wróci, choćby po to, by dwa miliony dwa zdjęcia później zdjąć z niej zielony szlafrok.
Dopóki gra muzyka, mija cała wieczność, jak życie w powieści.

On jest facetem. Ona kobietą. Facet, kobieta, to daje pożądanie. Proste.
♥♫

Awatar użytkownika
Liszka
Moderator

  • Posty:13821
  • Rejestracja:29 Paź 2008
  • Miejscowość:Szczecin.
  • Pochwały:47
  • Płeć:Kobieta
  • Wiek:21

Podziel się tym tematem ze znajomymi!

Odpowiedzi

Coś razem i coś osobno.

Nieprzeczytany postprzez Mendoxes » 23 Cze 2010, 23:50

Całkiem, nawet bardzo ; ładne ; ale nie trawie takich nie dokończeń xD aż mi piana się toczy ; pisz do końca bo Ci spale włosy pod pachą ; O
Kiedy świat gryzie jak pies wściekły, on przypomina Tobie, że Ty też masz zęby.
Image

Awatar użytkownika
Mendoxes
Moderator

  • Posty:5877
  • Rejestracja:01 Maj 2008
  • Miejscowość:Łódź/kajak czy co tam chcecie ;;
  • Pochwały:1
  • Płeć:Mężczyzna
  • Wiek:22

Coś razem i coś osobno.

Nieprzeczytany postprzez mgirl » 23 Cze 2010, 23:50

Awatar użytkownika
mgirl

Online

  • Posty:4367
  • Rejestracja:01 Maj 2008
  • Miejscowość:M-Forum
  • Płeć:Kobieta
  • Wiek:18

Coś razem i coś osobno.

Nieprzeczytany postprzez Liszka » 07 Lip 2010, 17:00

Zmyśl

Jej myśli krzyczały zbyt głośno. Obijały się o każdy fragment czaszki i wracały do punktu wyjścia. Chciała je po prostu wypuścić, wykrzyczeć, ale słowa więzły jej w gardle. W jednej chwili zapomniała jak się mówi, jak wyraża się myśli, uczucia. Znów czuła się jak kupa gnoju, zataczała kręgi wokół własnej osi. Te krótkie zawroty głowy doprowadzały wprawdzie do upadków, zadrapań, siniaków, ale na kilka sekund nie była w stanie myśleć o niczym innym, jak o zatrzymaniu przeklętej karuzeli. Po kilku godzinach kręcenia się w kółko zawisła nad białym sedesem oddając myśli, obiad, zawroty do jego środka. Oparta o zimne kafelki wybijała bliżej nieokreślony, szybki rytm stopą i powtarzała, najpierw szeptem, by potem zacząć krzyczeć "Mam dość!". Aż umilkła, przytulona do futryny drzwi, a jej myśli tworzyły pod zamkniętymi powiekami straszne obrazy. Obrazy bólu wewnętrza jej.
Dopóki gra muzyka, mija cała wieczność, jak życie w powieści.

On jest facetem. Ona kobietą. Facet, kobieta, to daje pożądanie. Proste.
♥♫

Awatar użytkownika
Liszka
Moderator

  • Posty:13821
  • Rejestracja:29 Paź 2008
  • Miejscowość:Szczecin.
  • Pochwały:47
  • Płeć:Kobieta
  • Wiek:21

Coś razem i coś osobno.

Nieprzeczytany postprzez Lamia » 07 Lip 2010, 19:07

Sama nie wiem Liszko. Tekst jest dobry, oddaje jakieś emocje, płynie czy wręcz pędzi i nie nudzi, ale nie porywa. Może dlatego, że używasz trochę zbyt utartych obrazów. Myśli, które obijają się o ściany czaszki? Sama zbyt wiele o tym pisałam i może dlatego mnie to gryzie. Kiedy spotykam w tekście coś, co już podgryzałam, widzę jak bardzo banalne stają się niektóre "odkrywcze" zwroty i metafory. Za bardzo. Co mi się podoba - to ten wir. Uważam, że całkiem ciekawie i wiernie go oddałaś. Końcówkę bym poprawiła, bo co to jest "wewnętrze jej"? Nie miałaś na myśli wnętrza? Proponowałabym małą ingerencję: Obrazy bólu jej wnętrza.
Ale powiem ci jedno w sekrecie - tylko wariaci są coś warci.



Jestem wspaniałym elastycznym manekinem.

Awatar użytkownika
Lamia

  • Posty:1606
  • Rejestracja:29 Kwi 2009
  • Pochwały:17
  • Płeć:Kobieta

Coś razem i coś osobno.

Nieprzeczytany postprzez Liszka » 25 Sie 2010, 22:27

Długo nie mogłam się zebrać, żeby zacząć to pisać. Potem, po kawałku, co kilkanaście dni.

Niewidzialna

Rozdział 2

Po raz pierwszy od wielu lat delikatnie podkreśliła oczy, a kapelusz zostawiła w kącie pokoju, by drobinki kurzu od razu mogły na nim spocząć. Z głośnym westchnieniem, jako kompanem wyruszyła na uczelnię. Intuicja podpowiadała jej, by nie szła zbyt szybko z autobusowego przystanku do budynku, który od dnia poprzedniego przesiąknięty był wspomnieniem, które wywoływało głośne, głębokie westchnienie. Czuła, że werset z Hamleta wypowiedziany w jej stronę nie był przypadkowy, był celowo przemyślany, wyłapany z jednej z latających kartek. Przy wejściu na dziedziniec odwróciła się szybko za siebie i wydawało jej się, że chłopak wpatrujący się w jej plecy to sprawca wczorajszego zdarzenia, więc uśmiechnęła się delikatnie i szybko pobiegła na zajęcia.
Ten dzień wyjątkowo się dłużył, krótkie przerwy nie pozwalały Kamili nawet na krótkie wyjście przed uczelnię, by powdychać dym z papierosów palonych przez pozostałych.
Czekając w szatni na beżowy prochowiec za plecami usłyszała
- Słabości, twe imię kobieta.
Odwróciła szybko głowę i ujrzała, odrobinę zbyt blisko jej twarzy, brązowe, rozbawione czymś oczy. Speszona opuściła wzrok i wymamrotała do swoich butów
- Nie wiem skąd wiesz o mojej miłości do Szekspira, nie wiem skąd wiesz, że mi to schlebia, nie wiem, na prawdę, dlaczego w twoich oczach błyskają rozbawione ogniki. Chciałabym, byś wiedział, że nie mam doświadczenia w relacjach damsko-męskich, jestem przerażona, zafascynowana...- podniosła wzrok i znów wpatrywała się w, tym razem, zaciekawione oczy- Schlebia mi to, nie rozmawiam z ludźmi, bo uważam, że nie dorastają mi do pięt. I nie wiem po co ci to mówię.
- Nie dorastają ci do pięt. W każdym szaleństwie jest metoda- usłyszał ciche westchnienie, dobrze wiedział, że nawet niedosłowne nawiązanie do Hamleta wywoła w niej przyjemny dreszcz- Może wpadniesz dziś do tego baru na deptaku na sok, jakoś pod wieczór? Ja będę tam od 18.
- Tak, tak, będę.- odparła szybko i uciekła do szarego, uczelnianego budynku.

W pośpiechu zabrała z szatni płaszcz gubiąc szalik i pierwszy raz w życiu odpuściła sobie resztę zajęć. W domu stanęła przy otwartej szafie i ze łzami w oczach wygrzebała starą, czarną, prostą sukienkę. Stanęła przed lustrem podziwiając swoje odbicie. Uśmiechnęła się do siebie, nie do wyimaginowanej przyjaciółki. Czuła, że w jej życiu przyszedł czas na rozpoczęcie nowego etapu.

Weszła do pubu, który na pierwszy rzut oka przypominał klimatyczną, maleńką spelunę, ale po chwili przebywania okazywało się, że był to jeden z tych większych barów. Stoliki zdawały się być przypadkowo porozrzucane po lokalu, obrazki i plakaty nie tworzyły wspólnej całości, przez co ogół wydawał się być nieuporządkowany, ale zarazem miły dla oka. Niepewnie spojrzała w lustro nad barem, założyła kosmyk włosów za ucho i spojrzała na barmana, który wywołał u niej odruch wymiotny, był spocony, wielki i w śmiechu pokazywał wszystkie braki w uzębieniu. Szybko przeszła dalej, nogi się pod nią uginały, nie widziała nigdzie chłopaka, który ją tu ściągnął, a była prawie 19, miała ochotę odwrócić się i wrócić jak najszybciej do starej rzeczywistości.
- Chyba pora się w końcu przedstawić. Marek.
- Julia.- odparła cicho i poczuła, że blady rumieniec wstępuje na jej policzki.
- Miłość do pewnego autora została ci zaszczepiona razem z imieniem, co?
- Prawdopodobnie. Choć wolę uważać, że to sprawka kary, którą odbywałam w szkolnej bibliotece za zbicie okna w piwnicy podczas nieudolnej ucieczki ze sprawdzianu z matematyki.- zaśmiała się na samo wspomnienie o tamtym dniu.
Brzmi ciekawie, chodź, usiądziemy przy stoliku, zamówimy coś do picia i opowiesz mi więcej.
Ściany, ludzie, muzyka, błąkający się barmani rozmyli się, gdy wokół nich powstał magiczny świat wspomnień i opowieści z życia. Dwie, zamknięte dla otoczenia osoby otworzyły przed sobą wnętrza i oboje czuli, że nastąpił początek przyjaźni, niepisanej deklaracjami, w dal odsunęli wytwory wyobraźni, zamiast lustra i cienia mieli przed sobą drugą osobę.
Dopóki gra muzyka, mija cała wieczność, jak życie w powieści.

On jest facetem. Ona kobietą. Facet, kobieta, to daje pożądanie. Proste.
♥♫

Awatar użytkownika
Liszka
Moderator

  • Posty:13821
  • Rejestracja:29 Paź 2008
  • Miejscowość:Szczecin.
  • Pochwały:47
  • Płeć:Kobieta
  • Wiek:21

Coś razem i coś osobno.

Nieprzeczytany postprzez Malinowooka » 26 Sie 2010, 17:24

To Julia, czy Kamila? Przydałby się w sumie ciąg dalszy, bo zapowiada się ciekawie, ale tak nagle urwane. Podoba mi się, chociaż pokrzywdziłaś dziewczę imieniem. <;
Jestem samolubna, niecierpliwa i trochę niepewna siebie. Popełniam błędy, tracę kontrolę i jestem czasami ciężka do zniesienia. Ale jeśli nie potrafisz znieść mnie, kiedy jestem najgorsza, to cholernie pewne, że nie zasługujesz na mnie, gdy jestem najlepsza.

Awatar użytkownika
Malinowooka
Moderator

  • Posty:7846
  • Rejestracja:18 Mar 2008
  • Pochwały:16
  • Płeć:Kobieta
  • Wiek:17

Coś razem i coś osobno.

Nieprzeczytany postprzez mgirl » 26 Sie 2010, 17:24

Eksplozja humoru na Bomba.org!

Awatar użytkownika
mgirl

Online

  • Posty:4367
  • Rejestracja:18 Mar 2008
  • Płeć:Kobieta
  • Wiek:18

Coś razem i coś osobno.

Nieprzeczytany postprzez Liszka » 26 Sie 2010, 22:36

Malinowooka napisał:To Julia, czy Kamila?
Zwróć uwagę na rumieniec, po wyrzuceniu z siebie imienia. (; Zrobiła to automatycznie i dlatego się zawstydziła, teraz będzie się musiała tłumaczyć przed Markiem (;
Dopóki gra muzyka, mija cała wieczność, jak życie w powieści.

On jest facetem. Ona kobietą. Facet, kobieta, to daje pożądanie. Proste.
♥♫

Awatar użytkownika
Liszka
Moderator

  • Posty:13821
  • Rejestracja:29 Paź 2008
  • Miejscowość:Szczecin.
  • Pochwały:47
  • Płeć:Kobieta
  • Wiek:21

Coś razem i coś osobno.

Nieprzeczytany postprzez Hard Candy » 29 Sie 2010, 22:29

Ja do tego testu:
Liszka napisał:Jej myśli krzyczały zbyt głośno. Obijały się o każdy fragment czaszki i wracały do punktu wyjścia. Chciała je po prostu wypuścić, wykrzyczeć, ale słowa więzły jej w gardle. W jednej chwili zapomniała jak się mówi, jak wyraża się myśli, uczucia. Znów czuła się jak kupa gnoju, zataczała kręgi wokół własnej osi. Te krótkie zawroty głowy doprowadzały wprawdzie do upadków, zadrapań, siniaków, ale na kilka sekund nie była w stanie myśleć o niczym innym, jak o zatrzymaniu przeklętej karuzeli. Po kilku godzinach kręcenia się w kółko zawisła nad białym sedesem oddając myśli, obiad, zawroty do jego środka. Oparta o zimne kafelki wybijała bliżej nieokreślony, szybki rytm stopą i powtarzała, najpierw szeptem, by potem zacząć krzyczeć "Mam dość!". Aż umilkła, przytulona do futryny drzwi, a jej myśli tworzyły pod zamkniętymi powiekami straszne obrazy. Obrazy bólu wewnętrza jej.

Aż czuje się pęd tego tekstu. Wierzę, że jej myśli się obijają o wnętrze czaszki, jak pędza, sprawiają ból, ona krzyczy i nagle... milczy, przytula się do futryny, spadek emocji. Bardzo mi się to podoba.
Liszka napisał:Obrazy bólu wewnętrza jej.

Ja absolutnie bym tego nie zmieniała. Świetny zwrot. No to co, że może i nie do końca skłądny i gramatyczny. Ale niebanalny, to się liczy.
Jak mnie zapalisz wtedy zapłonę.

Awatar użytkownika
Hard Candy
Kumpel

  • Posty:4216
  • Rejestracja:22 Sie 2008
  • Pochwały:16
  • Płeć:Kobieta

Coś razem i coś osobno.

Nieprzeczytany postprzez Liszka » 15 Lis 2010, 23:07

Niewidzialna

ROZDZIAŁ 3, ostatni.

Spędzali razem długie popołudnia i jeszcze dłuższe wieczory. Kamila miała wyrzuty sumienia, że nie wyjawiła Markowi swojego imienia. Biła się z myślami bardzo długo, czy wyznać mu prawdę, w końcu przyjaźń nie powinna mieć w fundamencie kłamstw, z drugiej jednak strony odpowiadało jej, gdy nazywał ją Julią. Dla samej siebie była Julią. Julią, która codziennie rano, jak na skrzydłach gnała na uczelnię, by spotkać osobę, dla której zostawiła lustrzany świat, dla której porzuciła marzenia o Hamlecie, o zmartwychwstaniu Szekspira. Dla Marka też była Julią, pocieszną, zagubioną, roztargnioną i z innego świata.
- Cześć. Ja chciałam ci powiedzieć, że jestem Kamila. Ale niezupełnie Kamila, trochę Julia... nie! Cześć. Ja cię okłamałam. Mam na imię Kamila, ale Julią się czuję... źle.

- Cześć. Przyszłam do ciebie, bo muszę ci coś wyznać. Okłamałam cię. No nie rób takich oczu, to nic strasznego. Wtedy w pubie powiedziałam, że mam na imię Julia. Jestem Kamila i strasznie źle się z tym czuję, lubię, gdy mnie tak nazywasz, ale chyba pora przestać udawać, pora wyjść ze świata wyobraźni, bo realny staje się coraz piękniejszy... No czemu nic nie mówisz?
- Cześć. Jestem Marek, a ty?- wyciągnął dłoń.
- Kamila.- oddała uścisk.
Uśmiechnął się. Jeszcze przed sytuacją z fruwającymi karteluszkami wiedział jak się nazywa, gdzie mieszka i że trudno do niej dotrzeć, gdy w końcu udało mu się nawiązać nić porozumienia i powoli stwarzać z niej linę, czekał tylko, aż sama przyzna się do prawdy. W myślach była jego Kamilą, w ustach tworzył Julię, oczami widział Kamilę, ale ona była pewna, że Julię. Ona zarzucała sobie, że między nimi jest tylko przyjaźń, on tak samo i tkwili w tym już kilka miesięcy.
Już dawno przestali nawiązywać do renesansowego twórcy, przestał być ich pośrednikiem, odnaleźli własny język, szczery, ale z jedną, wspólną dla obojga tajemnicą. Bowiem, gdy wypowiadali swe imiona, gdy zwracali się do siebie, gdy dotykali swoich ciał przypadkiem, oboje marzyli by ta druga osoba poczuła tę samą iskrę, ten sam prąd emocji. Któregoś zimnego poranka Marek siedział na podłodze w pokoju Kamili, ona zbierała notatki, z których dzień wcześniej uczyła się do ważnego zaliczenia, on spokojnie czekał i patrzył na jej rozbiegany po łóżku wzrok, na nieobecne duchem ciało. Postanowił spróbować, wyszeptał cicho, tak, by nie dotarły do niej poszczególne słowa.
- Cześć. Jestem Marek i jestem w tobie zakochany.
Czekał na jej reakcję, tak, jak się spodziewał, nie zareagowała, nie usłyszała. Westchnął, bo rozpalił w sobie iskierkę nadziei, że jednak usłyszy, że zareaguje, ale nie dostrzegł w niej nic, co mogłoby wskazywać, że słyszała choć słowo. Może i lepiej, lepiej, że nie słyszała, jest im dobrze tak, jak jest teraz. Przebywają obok siebie, po co cokolwiek zmieniać.
Po kilkunastu minutach szli na uczelnię, śmiali się, podziwiali pierwsze oznaki wiosny na świecie, przeskakiwali kałuże.
Jak zwykle, Marek odprowadził ją pod drzwi sali, będąc już samemu spóźnionym, przytulił ją na pożegnanie i poczekał, aż zniknie za drzwiami, odwrócił się i powoli udał się na własny wykład. Drzwi za nim się otworzyły.
- Zaczekaj!- stanął. Dziewczyna podeszła do niego.- Cześć. Jestem Kamila i jestem w tobie zakochana.- wyciągnęła dłoń, ujął ją i przyciągnął mocno do siebie.
Dopóki gra muzyka, mija cała wieczność, jak życie w powieści.

On jest facetem. Ona kobietą. Facet, kobieta, to daje pożądanie. Proste.
♥♫

Awatar użytkownika
Liszka
Moderator

  • Posty:13821
  • Rejestracja:29 Paź 2008
  • Miejscowość:Szczecin.
  • Pochwały:47
  • Płeć:Kobieta
  • Wiek:21

Coś razem i coś osobno.

Nieprzeczytany postprzez Liszka » 30 Sty 2012, 15:33

Przebieralnia

Pragnęła, z całego serca pragnęła mieć dziecko. Mąż jako taki, praca nawet dobra, dochody, ładny domek na obrzeżach miasta. Tak, drzewo zasadzili. Razem. Świerk. Będzie na święta. Do idealnego, pastelowego obrazka brakowało jakiegoś ślicznego dziecka. Chłopca! Dziewczynka też by się nadała.
"I żeby miało włoski taki kręcone, blond, tak, oczka niebieskie, ząbki ładne, żadnej próchnicy."
Mąż w ciszy patrzył na małżonkę wymieniającej ryteria dziecka idealnego. Już, już mieli wybrać dziecko, zabrać na weekend i zostać z nim na zawsze.
"Ale koniecznie, żeby miało nie więcej, jak pięć lat. Nie mniej, jak trzy. Zanotowała pani dokładnie?"
Bez różnicy mu było, ile lat będzie miało to dziecko, kupił piłkę, postawił dwie małe bramki na równo przystrzyżonym trawniku.
"I nie chcemy żadnego łobuza, prawda kochanie?"
Łobuziaki są urocze, przynajmniej nie nudziłby się czekając na żonę wracającą z salonu kosmetycznego. "Obojętnie, dziecko, to dziecko."
"Tak, czyli żadnego łobuza. To ile dzieci mam do wyboru?"
Ciasny kok na głowie dyrektorki domu dziecka zdawał się poluzować, zaczęła ssać końcówę wieczoego pióra i wertować skatalogowane w albumie dzieci.
- Będzie Piotruś, lat cztery. Będzie Antoś, lat trzy. Będzie Sabinka, lat pięć. Będzie Marta, lat cztery.
"Świetnie! Czy można zmienić imię tej Marcie? Brzydkie strasznie. Prawda kochanie?"
Co za różnica, imię to imię.

Piotruś ciągnąc za ucho ogromnego królika przekroczył próg idealnego domu. Wiedział, że przyjechał tu tylko na dwa dni, jednak w jego małym sercu iskrzyła się nadzieja na dłuższe życie obok tej miłej, dużo mówiącej pani i tego strojącego miny pana. Obiad. Piotr nie lubi marchewki. Uśmiech elegankiej pani powoli nikł na jej idealne twarzy. Jak to nie lubi marchewki? Dzieci muszą jeść marchewki. Może królik zje marchewkę? Królik zjadł marchewkę, w oczach Piotrusia. Zjedzona marchewka, plamiąc budnego królika spadała, odklejając się od pluszu na idealną podłogę w idealnej kuchni.
"No niestety, nie przypadliśmy sobie z małym do gustu, tak, ja wiem, że ma buzię aniołka, jednak on chyba też nas nie polubił."

Antoś. Antoś zabrał nowo poznanemu w parku koledze łopatkę i nie chciał oddać. Antoś nie słuchał poleceń szczebiocącej miłej pani, żeby nie siadał na piasku. Antoś ubrudził nowe spodenki świeżym piaskiem. Antoś płakał w nocy. Antoś jest za mały.
"Wie pani, może jednak dziewczynka, może to dziewczynka jest mi pisana. Bo rozumie pani, to trzeba poczuć."

Sabinka rezolutnie spojrzała na bramki na trawniku. Będziemy kopać? Miły pan pobiegł po piłkę, jednak miła pani powiedziała, że dziewczynki układają sobie włosy z miłymi paniami. Długie, blond loki, upinane w różnorakie koki i warkocze zdawały się być w przestrzeni ponad oderwanym od rzeczywistości ciałem dziewczynki. Ta patrzyła na miłego pana, kopiącego piłkę w samotności do bramki. Ten pan, on jest miły.
"Wie pani co. No niestety, nie tym razem. Może Marta, oj co za imię, może z Martą nam się ułoży."

Marta biegała wokół stołu. Marta krzyczała, jak słyszała spadający widelec. Marta zmoczyła w nocy drogi materacyk. Marta, co za paskudne, prowincjonalne imię.

Pani dyrektor rozpuściła ciasny kok i okazało się, że jest niebrzydką kobietą. Miły pan umówił się z panią bez koka na kawę. Miła pani podpisała papiery rozwodowe. Miły pan wziął ślub z tą panią bez koka.
Nowi mili państwo mieli czworo dzieci. Piotrusia karmiącego króliczka. Antosia śpiącego z nimi w łóżku podczas ataków płaczu. Sabinkę grającą w przdszkolnej drużynie piłki nożnej. Martę, o ładnym imieniu, coraz spokojniejszą Martę.

Miła pani kupiła karnet do nowootwartego salonu piękności, zastanawiając się, czemu tak ciężko jest wybrać sobie dziecko.
Dopóki gra muzyka, mija cała wieczność, jak życie w powieści.

On jest facetem. Ona kobietą. Facet, kobieta, to daje pożądanie. Proste.
♥♫

Awatar użytkownika
Liszka
Moderator

  • Posty:13821
  • Rejestracja:29 Paź 2008
  • Miejscowość:Szczecin.
  • Pochwały:47
  • Płeć:Kobieta
  • Wiek:21

Coś razem i coś osobno.

Nieprzeczytany postprzez TakaJedna » 30 Sty 2012, 16:25

Bardzo mi się podobają te opowiadania! Nawet kiedy jeszcze niby nic się nie dzieję to mają świetną atmosferę, ze od razu się wczuwam w akcję. :D

TakaJedna

  • Posty:28
  • Rejestracja:26 Lis 2011
  • Płeć:Kobieta

Coś razem i coś osobno.

Nieprzeczytany postprzez Lamia » 31 Sty 2012, 22:13

Liiisz, jesteś dziwna.

Czytam sobie tę nowość, tę tutaj i tak sobie czytam, i tak sobie myślę: hmm, dobre, mmm, dobre, no, trochę gorzkie, trochę niedopracowane, ale kurde dobre. Proste, bo proste, koncept aż wali po oczach, ale nie szkodzi, to specjalnie, jest ciekawie, wyraźnie i tak, jak być winno. I nagle mnie zabiłaś.

Chwyt Ci wyszedł, chyba. Tzn. chwytem jest niewątpliwie chwytliwym (ta sesja zżera mi mózg, srry), tylko się zrobiło cholernie dziwnie. Nie wiem czy to porównać do powiastek (?) Wiśniewskiego, ale nie, bo on to tak lirycznie i łzawo pisze, czyli nie tak. Tego by się własnie można spodziewać po tej idealnej historii, ale jak widać nie. Pospodziewane.

A tu pac, chwytem po łapach i siedzę, i rozkminiam, czy mi się to podoba, czy nie. Jest dziwnie, niebanalnie w całej swojej banalności (bo ten niebanalny banał właśnie mnie najbardziej rozkłada na łopatki i to tak, że nijak nie wiem, gdzie leży jedna, a gdzie druga).

Tak mi się jeszcze nowelki różne pokojarzyły. Jakieś Boccaccia czy coś. Jasne, to Miszcz i inne takie, ale też były proste, jasne i z zaskakującym zakończeniem. Maupassanta chciałam podrzucić, ale nie, on jednak był bardziej złożony, poza tym nie będę teraz wszystkich nowelistyczno-opowiadaniowych skojarzeń wysuwać, jakie mi przez myśl przemknęły.

Jak ta sesja działa na ludzi -.- Chciałam tylko napisać, że mi się podoba. Chyba. O_o


a P.S. Nie wiem, jak u Ciebie w ogóle, bo ostatnio jakoś nie śledzę pisaniny, ale coś się wydaje mojej skromnej osobie, że jeszcze lepiej. Zawsze miałaś skłonność do starannego dobierania słów w tworzywach stwarzanych własną tworzycielską ręką, ale teraz chyba lepiej to wyważasz. A zresztą. Nie, żebym próbowała Cię pochwalić/nie pochwalić za bardzo. Mówiłam, mózg mam przegrzany i rzadko piszę. Wyżalam się za wszystkie miesiące.

A sio.
Ale powiem ci jedno w sekrecie - tylko wariaci są coś warci.



Jestem wspaniałym elastycznym manekinem.

Awatar użytkownika
Lamia

  • Posty:1606
  • Rejestracja:29 Kwi 2009
  • Pochwały:17
  • Płeć:Kobieta

Coś razem i coś osobno.

Nieprzeczytany postprzez Incomprehensible » 31 Sty 2012, 22:28

Tysiące emocji. Jesteś artystką, że zdołałaś zawrzeć tak wiele sprzeczności w jednym krótkim tekście. Końcówka rozwinęła się troszkę za szybko, ale generalnie jestem na tak.
le coeur, quand ça bat plus, c'est pas la peine d'aller
chercher plus loin, faut laisser faire et c'est très bien.

Awatar użytkownika
Incomprehensible
Przyjaciel

  • Posty:7641
  • Rejestracja:17 Mar 2007
  • Miejscowość:zielona kraina.
  • Pochwały:21
  • Płeć:Kobieta

Wyświetlanie

Wyświetl posty z poprzednich: Sortuj według

Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 0 gości

Do góry