FILM:
z tworczosci nowszej ktore mi przychodza w pierwszej kolejnosci do glowy "dogville" von triera i "rekonstrukcja" boe'a (ale, ze to melodramat to nie dam sobie glowy uciac czy mnie to czasem nie zmiotlo z powodu owczesnego stanu emocjonalnego). z ciut starszych to zdecydowanie sponiewieral mnie "dekalog IV" kieslowskiego (ogolnie cykl jest rewelacyjny, ale zadna czesc nie wryla mi sie tak w pamiec jak owa 4ka).
a tak cofajac sie w latach jeszcze troche to katuje swa dusze bergmanem i zdecydowanie moge polecic "gosci wieczerzy panskiej", "jesienna sonate", "persone".
KSIAZKA:
faworyt jest zdecydowanie jeden:
"rok 1984" orwella
chociaz pamietam, ze jakies dziwne uczucia mna targaly jak czytalam "solaris" lema (niestety nie pamietam do konca wymowy ksiazki, bo w 90% zakonczenia mi umykaja ze zwojow i moge spokojnie za 3lata czytac z takimi samymi wypiekami na twarzy), jak i to, ze chcialam wyrznac w pien w zasadzie cala brac zakonna w trakcie lektury "imienia rozy" eco.
SERIALE:
chyba tylko "szesc stop pod ziemia"
jak mi sie cos przypomni to postaram sie cos jeszcze dorzucic
