Poniedziałek- Dziennik pisany rumem- krótko: bardzo mi się podobał, miał oczywiście lepsze i gorsze momenty, ale generalnie - polecam.
Poza tym zrobiliśmy marton z Efektami Motyla
Wtorek- Efekt motyla 1- no okej. Słyszałam niesamowicie pozytywne opinie wiec oczekiwania mi wzrosły i może nie do końca były zaspokojone, ale generalnie zjadliwe. Na tyle, że (mimo, oczywistej wiedzy, że seqele najczęściej ssą) porwaliśmy się na kolejną część.
Środa- Efekt motyla 2. Booooooring. Nie, że miażdżąco beznadziejne, bo i gorsze rzeczy widziałam, ale raczej nie wyżej niż 5/10. Po prostu nic mi to nie zrobiło, gapiłam się a nie oglądałam. Miła atmosfera w czasie oglądania sprawiła, że perspektywa kolejnego wieczoru mnie nie zniechęcała.
Czwartek- Efekt motyla 3. Serio?

Oczywiście zadawałam sobie pytanie "co ja robię tu?" , ale hej, no nie zawsze trzeba ambitnie. Sama historyjka podobała mi się bardziej niż w 2, ale sceny morderstw wywoływały we mnie tylko pusty śmiech

Po 2 cofnięciu w czasie wiedziałam kto jest mordercą, więc resztę filmu się wynudziłam, ale piwo było dobre a kanapa wygodna. Motyw mnie tylko lekko zdziwił, [SPOILER]
bo nie sądziłam, że chodzi o obsesyjną miłość, myślałam, że obsesyjną nienawiść. Potem wkurzałam Lubego zadając mu milion pytań o nieścisłości w fabule, na co on odpowiadał tylko "no wiem, że głupie, ale no skąd mam wiedzieć, dlaczego tak zrobili, spij już!".
Ale przebrnęliśmy!

Dziś przerwa.