W dzisiejszym odcinku:
- próba samobójcza zakochanej pary
- konsekwencje gorączki sobotniej nocy
- kontrola drogowa
Zacznę od wydarzeń z soboty. Jako, że bardzo rzadko chodzę na balety, postanowiłem wraz z kilkoma znajomymi udać się do jakiegoś klubu. Byłem w obcym sobie mieście, nie wiedziałem co, gdzie i jak, więc zdałem się znajomych, którzy je znają. Pojechaliśmy do klubu, w którym nigdy nie byli - chcieli sprawdzić jak tam jest, a przynajmniej taki był plan. Nie weszliśmy jednak do środka, ponieważ okazało się, że przed wejściem każdego uczestnika imprezy znakują pieczątką...
Nie jestem żadnym francuskim pieskiem ani innym paniczem, ale co jak co, nie będę się dawał znakować jakiemuś zjebowi na bramce - jest to dla mnie brak szacunku do siebie i tyle.
Jakbym chciał się poczuć jak znakowana półtusz to pojechałbym sobie do zakładów przetwórstwa mięsnego i przeleciał moonwalkiem przez chłodnie z pieczątką na czole.
Udaliśmy się więc do innego klubu, w którym na szczęście podobnej szopki już nie było. Opis samej imprezy sobie odpuszczę, bo nic mnie na niej nie wkurzyło
Teraz troszkę o konsekwencjach. Wspomnę w tym miejscu o kumplu, który trochę za mocno się poczuł. Zapewne wiecie, że połączenie alkoholu, makijażu i słabego światła na imprezie, często nie zwiastuje niczego dobrego. Tak było i tym razem.
Kumpel, który poczuł, że ma włączony "god mode" postanowił wyrwać pannę i owszem udało mu się poznać dziewoję. Co więcej, nie wrócił z nami. Z nieoficjalnych plotek i pogłosek można się dowiedzieć, że podobno rano po przebudzeniu wyleciał z mieszkania dziewczyny tak szybko, jakby ktoś mu wsadził w spodnie wściekłą łasicę
Morał z tego jest taki, że alkohol jest dla mądrych ludzi, a nie dla baranów. Dla baranów jest kwaśne mleko i kapusta - jedyną konsekwencją będzie wtedy biegunka.
Mój wkurw nastąpił rano po imprezie. Poszedłem do łazienki i spojrzałem najpierw na swoja koszulę, a potem na siebie w lustrze. Nosz do uja Wacława, takiego widoku się nie spodziewałem - cała twarz, ręce, szyja, włosy w brokacie. O ile z koszuli po praniu brokat ładnie zszedł, tak u mnie po prysznicu nie było tak dobrze. Po wielu próbach i myciach, dopiero dziś rano udało mi się zmyć z siebie całkowicie ten badziew. Never again.
Wracając dziś z zakupów wkurzył mnie fakt bezmyślności pieszych. Jechałem sobie do domu, miałem zielone światło i nagle ni z gruszki, ni z pietruszki na pasy wbiegł chłopak z dziewczyną.
Jakim trzeba być pustym bakłażanem, żeby wbiegać na pasy, gdy ma się czerwone światło.
Jak tak bardzo chciał się zabić wraz ze swoja ukochaną, to są na to lepsze sposoby, niż wbieganie pod jadące auto. Na pewno stałby się bardziej popularny, gdyby spróbował złapać drut pod napięciem i udawał tramwaj, albo pociął się trzciną i zaśpiewał jakąś ckliwą piosenkę. Chciałem mu po prostu zaj***ć w łeb, ale stwierdziłem, że i tak ma już pełne gacie ze strachu, więc nie będę kopał leżącego.
Zanim wróciłem do domu załapałem się jeszcze na kontrolę drogową. Grzecznie zjechałem na pobocze i czekam, aż podejdzie funkcjonariusz. Podchodzi do mnie policjant, chłopak mniej więcej w moim wieku z miną kota srającego na pustyni - oj wiedziałem, że coś się kroi. I się zaczęło, sprawdzanie stanu auta. Czaicie sprawdził wszystko co się da, nawet bieżnik w oponie

Na ostatnim przeglądzie auto nie było tak dokładnie sprawdzone. Pytał się co wiozę w bagażniku, chciałem odpowiedzieć, że trupa, ale stwierdziłem, że ten pajac weźmie to na poważnie, więc sobie odpuściłem
Zabrał dokumenty do radiowozu i zaczął je sprawdzać. I sprawdzał, i sprawdzał, aż wreszcie... tak, tak naszemu policjantowi udało się zakończyć ten niewyobrażalnie żmudny i trudny proces.
Zdolniacha z niego nie ma co

. Oddał dokumenty i życzył szerokiej drogi.
Zdawkowo się uśmiechnąłem i pojechałem dalej.
Rozumiem, że dzisiaj walentynki, jego dziewczyna pewnie czeka na niego i stygnie, a mu akurat wypadła służba - no rzeczywiście można się lekko wkurzyć, ale to nie usprawiedliwia tego, żeby kontrola w jego wykonaniu trwała prawie 20 minut.
Ze swojej strony życzę wam, abyście nie musieli się użerać z takimi pustakami
