Podejrzewam że temat ten się przewijał i pojawiał i znikał, zakładam nowy bo chcę podzielić się na czysto kilkoma faktami na temat tak zwanej "ewolucji".
Do rzeczy:
Ewolucja to teoria tak wątpliwa i z naukowego punktu widzenia tak niemożliwa jak tylko się da. Mówisz: "Nie będę ślepo wierzył w Boga nie mając namacalnych dowodów na to że istnieje" a ślepo wierzysz w każdy kit który pociskają pseudonaukowcy zwani w niektórych kręgach ewolucjonistami.
Studiowałem osobiście ten temat, ze względu na mojego kumpla który twardo bronił ewolucji, przeczytałem mnóstwo podręczników zarówno kreacjonistycznych jak i ewolucjonistycznych min. O powstawaniu gatunków Karola Darwina, w każdym razie chciałbym podzielić się ułamkiem wiedzy którą zdobyłem:
Każdy eksperyment, doświadczenie, prawa fizyki, chemii i biologii, znaleziska archeologiczne zaprzeczają wszelkim założeniom ewolucjonistycznym a potwierdzają biblijne relacje.
Naukowcy wtłaczają w społeczeństwo mit że "ewolucja jest faktem naukowym" nie przytaczając nic co by ją potwierdzało. Trzymają się twardo podobieństw ludzi i małp, zbieżności w budowie DNA i innych śladowych poszlak (no bo czy dziwią nas podobieństwa wśród różnych istot skoro stworzył je TEN SAM BÓG???), nie wyjaśniając a nawet nie próbując podjąć tematu SKĄD W OGÓLE wziął się wszechświat, albo jak powstało samo życie, bo wiedzą że bajka zwana ewolucją rozkłada się na samym początku!
Zacznijmy może od tak zwanej ewolucji fizycznej czyli samiuteńki początek:
Jej koncepcja Wielkiego Wybuchu jest zupełnie sprzeczna z jakimikolwiek zasadami istnienia bo skoro na początku nie było nic to CO w takim razie wybuchło...?
Materia/Antymateria?
Ależ nie było niczego, próżnia, pustka!
A może energia?
Każdy kto chociażby liznął fizykę wie że energia nie występuje w stanie wolnym nigdzie, i pewnie dzięki temu istniejemy bo jakby potężna energia w stanie wolnym przemierzała wszechświat to pewnie już dawno by nas rozwaliła.
A może istnieje coś jeszcze oprócz materii/antymaterii i energii?
No tak MOŻE! Ale nie ma na to żadnych dowodów naukowych więc jeśli na coś nie ma naukowych dowodów to z punktu widzenia nauki jest bzdurą.
Czy jest sens dalej omawiać ewolucję i ewentualne powstanie ziemi, życia czy ludzi podczas gdy jeszcze nie mamy wszechświata?
Wiem że nie ma najmniejszego sensu ale doskonale się bawię więc idźmy dalej.
Załóżmy że wszechświat jakośtam powstał z tego Wielkiego BUM, pomijając fakt tego co właściwie wybuchło zastanówmy się nad samym wybuchem.
Czy z autopsji znamy jakikolwiek rodzaj wybuchu który cokolwiek tworzy, prowadzi do większego ładu i porządku?
NIE!!!
Dla ortodoksyjnych ewolucjonistów którzy w to nie wierzą, polecam żebyście zaopatrzyli się w nitro i glicerynę, potem delikatnie to zmieszali, następnie umieścili w swoim zabałaganionym pokoju.
A następnie zdetonowali np. rzuconym "laciem".
Potem oczywiście mamy wybuch i jak już kurz opadnie to dowiecie się czy wybuch może doprowadzić do większego porządku...
A w kontekście Wielkiego Bum nie mówimy o poukładaniu kilku książek, ubrań i pościeleniu łóżka, ale o niewyobrażalnie precyzyjnym i nieprawdopodobnie uporządkowanym systemie galaktyk, gwiazd, planet, i innych tworów niebieskich!!!
Kiedyś ludzie myśleli że wszechświat to wielki chaos, ale kiedy zaczęli go zgłębiać zrozumieli, że porządek w nim panujący i gracja jaką tam widać przewyższa nawet to co znamy na ziemi!
Ale nawet jakby to kogo nie przekonało to podam inny argument który raz na zawsze pogrzebie jakąkolwiek koncepcję samorzutnie powstającego porządku.
Czy wiecie co to jest pierwsza, druga i trzecia zasada termodynamiki? Inaczej można to ogólnie nazwać zasadą entropii, nie rozwlekając, jest to (naukowo udowodnione) prawo fizyki które mówi w skrócie, że wszystko się rozpada! Że wszystko co znamy dąży do samorzutnego rozpadu, o coraz to większego chaosu a nie porządku.
Jeśli znowu pojawi się jakiś ewolucjonista ateista albo inny niedowiarek który w to nie wierzy to niech postawi auto na jakimś polu, i przyjdzie za 5, 10, 15, 20, 25, itd lat, być może dożyje nawet momentu kiedy z auta pozostaną już tylko gumowe i szklane elementy. (Podobnie rzecz ma się w przestrzeni kosmicznej) Koncepcja powstania wszechświata bez konkretnej siły twórczej całkowicie przeczy zasadzie zachowania entropii czyli temu co mówi fizyka, temu na co mamy twarde, niepodważalne naukowe dowody!
A skąd więc ta koncepcja że cokolwiek miałoby się rozwijać?
Stąd że pseudointeligentni zachłyśnięci ewolucją kolesie zaczęli stosować zasady występujące w biologii (jak wiemy organizmy żywe mają zdolność regeneracji i tworzenia) do materii nieożywionej, do molekuł i atomów!
Kpina, to mało powiedziane.
Znowu mógłbym spytać czy jest sens omawiać powstawanie życia i w końcu ludzi podczas gdy niemożliwe do wystąpienia Wielkie Bum dało nam tylko jeden wielki rozpierdziel z którego nic nie miało nawet najmniejszego prawa powstać a co dopiero stworzyć tak niesamowity twór jakim jest nasza ojczysta planeta.
Już pominę że ziemia znajduje się na tak cienkiej granicy że każde wychylenie zniszczyłoby wszystko co na niej żyje, parametry takie jak umiejscowienie naszego układu w Drodze Mlecznej, wielkość, kształt, odległość od słońca, wielkość i charakter słońca, wielkość i odległość księżyca, (oraz całkowita niejednorodność materiałów budulcowych wszystkich ciał niebieskich naszego układu słonecznego - gdyby powstały samorzutnie, musiałyby powstać z tych samych materiałów bo powstały w tym samym miejscu a tymczasem wszystkie planety oraz słońce są diametralnie zróżnicowane pod względem składu chemicznego), ta precyzja i dokładność kategorycznie wyklucza przypadek, ale załóżmy niemożliwe że ziemia tak powstała sobie sama.
Teraz życie, oooo temat rzeka, pierwotna zupa, atomy w molekuły, molekuły w organizmy, coraz lepsze i Lepsze i LEpsze i LEPsze i LEPSze i LEPSZe i LEPSZE i NAJLEPSZE...........
Taaaa....
Ten co wymyślił tą bajeczkę musiał mieć niezłą polewkę z tych co to kupili bo niemożliwe żeby w to wierzył.
Co mówi nam doświadczenie?
Życie powstaje z życia.
Jak to powiedział pewien kreacjonista "na tym opiera się cały przemysł spożywczy" bo gdyby "ewolucja chemiczna" miała miejsce to byłby niezły meksyk we wszystkich sterylnie zamkniętych opakowaniach.
Ktoś może twierdzić: No dobra, ale życie miało miliony a może i miliardy lat na powstanie...
Taaaaaak, to chyba najchętniej używana wymówka ewolucjonistów, oni uwielbiają zakrywać się "milionami lat" ale zaraz chwileczkę.
To nie jest najmniejszy naukowy dowód! jedynie odwrócenie uwagi od faktu że takowych dowodów nie ma, po prostu ich NIE MA. Dalej bazujemy na przypuszczeniach.
Ale załóżmy że kogoś by to nie przekonało i uzna uparcie że była szansa powstania życia z materii nieożywionej, pominę fakt że rachunek prawdopodobieństwa powstania jednego białka (!!!) nawet nie najprostszej komórki, jest tak mały że byłoby to niemożliwe ( w najbardziej sprzyjających warunkach zakładanych przez naukowców) nawet mając do dyspozycji wieczność !!! A ziemia jej nie miała, miała tylko marne 4 miliardy lat, bo na tyle datuje się jej wiek...
Ale jest coś dużo, dużo ciekawszego niż sam rachunek prawdopodobieństwa, cóż takiego?
Dowód którym przekonałem mojego kumpla o ktoórym mówiłem na wstępie zatwardziale wierzącego w ewolucję, do tego że powstanie życia z materii nieożywionej było niemożliwe na ziemi w żadnym wypadku.
Naukowcy (tutaj słynny [aczkolwiek całkowicie obalony, nawet przez niego samego], Stanley Miller) zakładali że atmosfera młodej ziemi miała charakter redukcyjny, to znaczy iż nie było w ogóle tlenu, jak wiemy tlen prowadzi do utlenienia (rozpad) i jakakolwiek reakcja syntezy jakichkolwiek cząsteczek jest NIEMOŻLIWA jeśli znajduje się w pobliżu chociażby odrobina tlenu, naukowcy zakładali że nie było tlenu tylko CO2, świadomi że tlen uniemożliwiłby ewolucję na tym etapie.
Ale co archeolodzy znajdują w skałach macierzystych ziemi?
OGROMNE ilości tlenków!!!
Wszędzie gdzie by tylko nie spojrzeć widać, że na ziemi ZAWSZE był tlen i to nie odrobinka, ale mnóstwo, atmosfera ziemi ZAWSZE była bogata w tlen.
Ten prosty acz genialny fakt masakruje teorię powstania życia z materii nieożywionej, fakt wykopuje głęboki dół, wrzuca do niego tą śmieszną bajeczkę, grzebie ją, usypuje duży kopczyk i skacze po niej jak nienormalny
Jak więc mogę podsumować to co napisałem?
Gdyby przetrzepać ewolucję faktami naukowymi to:
NIE MAMY ŻYCIA, NAWET NAJPROSTSZYCH ORGANIZMÓW!!!
NIE MAMY ZIEMI, SŁOŃCA, GWIAZD, GALAKTYK!!!
NIE MAMY WSZECHŚWIATA!!!
NIE MAMY NIC!!!
I z naukowego punktu widzenia tyle warta jest teoria ewolucji: NIC!!!
Opisałem jak prawa fizyki i chemii obalają ewolucję i śmieją się z niej tak głośno że słychać to w całym wszechświecie (wiem że w próżni dźwięk się nie roznosi, to metafora
)Czy mam obalać bajkę zwaną ewolucją, zasadami i prawami istniejącymi w biologii?
Mógłbym napisać duuuuuuuuużo na ten temat bo właśnie w tej dziedzinie toczą się najgorętsze spory. Właśnie w tej dziedzinie można kombinować powstawanie nowych gatunków, i inne pierdoły.
Ewolucjoniści tak naprawdę tylko na tym bazują bo mogą uchwycić się podobieństw budowy czy funkcjonowania organizmów żywych ich zmienności genetycznej itp itd.
Ten dział zająłby naprawdę dużo tekstu i jak ktoś sobie zażyczy mogę tutaj tez wykazać brak dowodów, ale tylko w nagrodę, jeśli na podstawie naukowych dowodów (!!!) obalisz chociaż jeden z podanych przeze mnie wcześniej argumentów!
Ale dla myślącego logicznie, rozumnego i inteligentnego człowieka to co napisałem wcześniej będzie wystarczającym zniszczeniem bajki zwanej ewolucją. A jeśli ktoś jest tak zaślepiony, że nie przekonały go niepodważalne naukowe dowody całkowicie i doszczętnie obalające bajkę "ewolucji fizycznej" czy "ewolucji chemicznej" to argumenty obalające bajkę "ewolucję biologicznej" też go nie przekonają.
Podsumowanie:
Jeśli zestawić ogrom przytłaczających faktów naukowych całkowicie i bez najmniejszych wątpliwości obalających tzw. teorię ewolucji (nazywaną przeze mnie adekwatniej bajką zwaną ewolucją), zadawanie pytania: "Czy ewolucja mogła mieć miejsce?" może być jedynie odbierane jako czysty sarkazm i co najwyżej skwitowane szczerym gromkim śmiechem.
Pytania jakie zatem możemy zadać (szczególnie ci którzy uznają ewolucję) brzmią więc nie:
"Czy ewolucja jest faktem?"
"Czy ewolucja miała miejsce?"
"Czy ewolucja jest w ogóle możliwa"
Ale:
DLACZEGO ludzie wierzą w ewolucję?
DLACZEGO naukowcy popularyzują wierutną bzdurę której przeczy cały dorobek współczesnej nauki? DLACZEGO Ty sam w to wierzysz?
Bo skoro nie ewolucja to co pozostaje? Jaka jest alternatywa oprócz Boga? Kosmici,
Bo oględnie mówiąc, LUDZIE NIE CHCĄ BOGA!!!
Aby nie generalizować, być może niektórzy stracili wiarę przez cierpienia i trudności a inni widząc zło w kościele katolickim, uznali że nie chcą Boga który do takich rzeczy dopuszcza. (Mój kumpel znienawidził kościół i ma brata który urodził się kaleką i stąd wiara w ewolucję, dzięki mnie stracił wiarę w ewolucję ale w Boga nadal nie potrafi uwierzyć) Natomiast naukowcy najzwyczajniej NIE CHCĄ przyznać że jest nad nimi ktoś mądrzejszy, potężniejszy i ktoś kto ich wszystkich rozliczy w stosownym czasie.
Oni po prostu NIE CHCĄ WIERZYĆ W BOGA!!!
Przypominają kogoś kto nie chce wierzyć w grawitację myśląc że jeśli nie będzie wierzyć to nawet jeśli skoczą z 10 piętrowego wieżowca to nie spadną.
A co robi kościół? OFICJALNIE POPIERA EWOLUCJĘ!!! Miałem jeszcze w szkole dyskusję z księdzem (dla zabawy poszedłem raz na religię) który na zarzuty które przedstawiłem odpowiadał w stylu przysłowia "Gdzie ewolucja nie mogła tam Boga posłała". ŻENADA! Wyśmiałem go przed całą klasą i moja klasa mi wtórowała, w końcu cały roztrzęsiony z nerwowym uśmieszkiem ale niemalże bliski płaczu poprosił żebym się nie odzywał bo będzie zmuszony mnie wyprosić z klasy, a cała klasa skandowała moje imię.
Konkludując: Zastanów się W CO wierzysz?! Jak mogłeś/łaś zauważyć nie używałem tu niczego opartego na swojej wierze czy własnym widzimisię, przedstawiłem logiczne, naukowe, sensowne i konkretne argumenty i starałem się tak ubrać je w słowa z jednej strony stricte naukowe abyś wiedział/ła że nie mówię o dupie maryni, jak również starałem się wyjaśniać pojęcia naukowe aby każdy mógł to zrozumieć. Bo jak powiedział Albert Einstein:
"Jeśli nie potrafisz wytłumaczyć czegoś w sposób prosty to znaczy, że tak naprawdę tego nie rozumiesz"
Pozdrawiam









